Ciekawe, czy ten trend trafi do Europy. W Tajlandii, Indonezji i Malezji nastolatki od czterech lat masowo zakładają sobie aparaty na zęby. Ale niekoniecznie u stomatologa. Bo niektóre aparaty nie naprawiają wady zgryzu, tylko służą jako biżuteria. Te sztuczne aparaty mogą być pokryte wzorami Hello Kitty albo Myszki Miki. Kosztują około 300 zł i można je kupić tylko spod lady. 

Jak tłumaczyć szaloną modę? W Azji prawdziwe aparaty na zęby noszą tylko dzieci z zamożnych rodzin. Założenie aparatu to wydatek rzędu ok. 4000 zł, co dla przeciętnych rodziców jest dużą sumą. Aparaty są więc symbolem statutu i dobrobytu. Ale trend ma także mroczną stronę. Podobno dwoje nastolatków zmarło przez uduszenie się aparatem. Jednak dopóki azjatyccy celebryci tacy jak Earn the Star czy Andika Kangen będą lansować "aparaty", nastolatki będą dawały się na nie nabrać. Nawet kosztem własnego zdrowia.