Chłopcy z Jersey Shore już zrobili furorę w naszej redakcji. Ale Snookie i JWoww są równie stylowe i interesujące... Oczywiście nie piszemy tego na poważnie. Ale dziewczynom jednego odmówić nie można: samozaparcia. Gdy MTV rozpoczęło emisję "Ekipy z Jersey Shore" były tylko wygadanymi miłośniczkami solarium. Dziś awansowały do grupy supergwiazd telewizji, które negocjują gaże rzędu 30 tysięcy dolarów za odcinek. There's no business like show business! Fenomen "Jersey Shore" jest trudny do zrozumienia nawet dla najwierniejszych fanów programu. Jego bohaterowie opalają się, chodzą na plażę, imprezują i nie przejmują się tym, co myślą o nich inni. Nie są ani piękni, ani mądrzy. Ich ciała są sztuczne do bólu, a rozmowy banalne. Nawet rodzice uczestników zastanawiają się na czym polega tajemnica ich popularności. Podobno z Nicole "Snookie" Polizzi i Jenni Farley można się identyfikować, bo są tak zwyczajne, że nikogo nie wpędzają w kompleksy. Zwykłe dziewczyny stały się ikonami tandetnego stylu i idolkami dla maluczkich. Snookie przyznaje, że przeczytała w życiu tylko dwie książki. O kulturalnych doświadczeniach Jenni wiemy jeszcze mniej. Ale chyba najlepiej świadczy o niej fakt, że w w ramach prezentu urodzinowego powiększyła sobie piersi. Teraz pokazuje je dumnie w nowym numerze magazynu "Maxim". W seksownej sesji niepokoi nie tyle przesadna opalenizna Jenni i jej wielkie piersi, ale brak pępka. Mistrzowie Photoshopa po raz kolejny przesadzili z retuszem. Nawet bez ważnej części ciała JWoww robi wrażenie. Nie można jej odmówić seksownej figury i świetnego samopoczucia. Może dlatego nazywa siebie "polującą modliszką". Nawet poważny intelektualista nie odtrąciłby jej zalotów... Zastanawiamy się czym tak naprawdę wyróżniają się Nicole i Jenni. Wydaje nam się, że po prostu nie boją się być sobą. W tym szaleństwie jest metoda. Przerysowanie, obciachowe ciuchy i niewyparzone języki to nie tylko image, który pozwala zbić fortunę. One po prostu lubią siebie. A jak Wam się podobają gwiazdy MTV? Są bardziej obciachowe niż Frytka i Jola Rutowicz? A może mają urok autentyczności?